sobota, 4 stycznia 2014

16

Zaczęła się wojna, na którą czekałem bardzo długo. Często śniłem o tym dniu, w którym wygram i pokażę wszystkim, że jestem najlepszy, niepokonany. Charms musiał zostać pokonany i zabity, bo dopóki żył nie mogłem spać spokojnie. Zbyt często przypominałem sobie chwile, które spędzaliśmy razem. Nie można zaprzeczyć, że kiedyś był kimś ważnym w moim życiu. Sam byłem zdziwiony tym, że tak wielka przyjaźń może zamienić się w czystą nienawiść. Nienawidziłem go i marzyłem o tym, aby zabić go własnymi rękami, a potem patrzeć z uwielbieniem na jego krew. Nie byłem psychopatą, lecz człowiekiem z ogromną wyobraźnią, a to różnica.
- Długo jeszcze mam na was czekać? - warknąłem na swoich ludzi, którzy dzisiaj byli strasznie leniwi. - Co z wami się dzieje?! Mamy robotę do zrobienia.
- Spokojnie, braciszku, chyba nie chcesz żeby wyskoczyły ci zmarszczki - Dante uszczypnął mnie w policzek, śmiejąc się głośno.
- Odczep się! - odepchnąłem jego rękę z dala od mojej twarzy. Nie lubiłem się z nim przekomarzać, bo wtedy czułem się jak mały Harry, który nie dorównuje swojemu starszemu bratu.
- Mały pączuś - zaczął naśladować głos babci Eve, co było okropnie zabawne, ale nie mogłem mu tego pokazać.
- Skończyłeś? - moja twarz była obojętna, ale w duchu śmiałem się jak opętany.
- Jak przeżyjemy, to idziemy na piwo - spojrzał na mnie wymownie. - I nie ma zmiłuj.
Westchnąłem i skinąłem głową, co bardzo ucieszyło mojego brata. Kochałem go, ale bałem się okazywać uczucia. Bałem się, że zniknie tak jak mama i ojciec. Dante był bardzo podobny do ojca z charakteru i właśnie dlatego bałem się, że pewnego dnia odejdzie i mnie zostawi, a tego bym nie wytrzymał.

Mój wzrok spoczął na Lexi i Macie. Zdziwiłem się widząc jak się całują. Oni się kurwa całowali, ale jak? Przecież nigdy nawet się nie przytulali, a teraz? Czyżby coś mnie ominęło? Tak bardzo byłem zajęty sobą, że nie zauważałem moich przyjaciół?
Kiedy ich usta w końcu się rozłączyły, uśmiechnęli się do siebie nieśmiało. Lexi przełknęła głośno ślinę, widząc moją minę. Patrzyła na mnie jakby chciała cokolwiek odczytać z mojej twarzy, ale wiedziałem, że jest ona bez wyrazu. Obrzuciłem ją ostatnim spojrzeniem, co nie uszło uwadze Matta, który od razu zacisnął dłonie w pięści. Wyluzuj, czarnuchu, to tylko moja przyjaciółka.
- Dlaczego nie mogę jechać z wami? - Max spojrzał na mnie z wyrzutem, na co jedynie wywróciłem oczami.
- Nie jesteś gotowy - uśmiechnąłem się sztucznie. - A po drugie masz zajmować się swoją siostrą. Chyba ostatnio nie spędzacie razem zbyt dużo czasu.
- Tak, to prawda, ale...- zaczął, lecz uciszyłem go gestem dłoni.
- Więc co tu jeszcze robisz? Wracaj do domu - powiedziałem stanowczo.
Chłopak wziął głęboki wdech i zdenerwowany wyszedł z domu głośno trzaskając drzwiami. Śmieszyło mnie jego dziecinne zachowanie. Max był zwykłym gówniarzem, który nie miał pojęcia jak bardzo życie jest okrutne. Był zbyt pewny siebie i próbował rządzić, co było bardzo złym posunięciem z jego strony. To ja byłem liderem i to ja rządziłem.
- Załatwmy to gówno.
Uśmiechnąłem się zadziornie, słysząc słowa Jasona. Byłem gotowy zacząć tą pierdoloną grę. Teraz był czas na mój ruch i sprawię, że będzie on bolesny.
                                       *
Patrzyliśmy na żałosny dom, ukrywając się w ciemnej uliczce po drugiej stronie ulicy. To właśnie tutaj mieszkał Steven Wayland, który zabił dziecko Dru. Chciałem się zemścić, tylko że moja zemsta będzie sto razy gorsza. Byłem mściwy i nie znałem litości. Ojciec byłby ze mnie na pewno dumny, bo on także nie był litościwy. Wszystko miałem zaplanowane i nic ani nikt nie mógł popsuć mojego planu. Miałem także awaryjny plan b, c i d. Nic nie mogło się schrzanić, byłem przygotowany na wszystko.
- Teren jest czysty, Charmsa i jego ludzi tutaj na pewno nie ma - Jason powiedział, wracając ze zwiadów.
- Jest sam w domu? - spytałem, nie odrywając wzroku od budynku.
- Tak.
Uśmiechnąłem się, bowiem takiej odpowiedzi oczekiwałem. Nagle do moich uszu dobiegł stukot obcasów. Spojrzałem na zamyśloną brunetkę, która spokojnie kroczyła pustą ulicą, niosąc reklamówkę pełną artykułów spożywczych. Była piękna i nie mogłem temu zaprzeczyć. Słyszałem, że była dobrą dwudziestoczteroletnią kobietą, która zakochała się w potworze.
- Wiecie co macie robić - mój głos był oschły i wyprany z uczuć.
Lexi skinęła na Dante, który od razu za nią poszedł. Czułem te podekscytowanie, które rozsadzało mnie od środka. Miałem ochotę kogoś zabić i właśnie za chwilę to zrobię. Byłem potworem, ale życie jest zbyt krótkie, aby myśleć o grzechach jakie popełniliśmy. Wiedziałem, że pójdę do piekła i wcale mi to nie przeszkadzało.
Wraz z Mattem i Jasonem wyszliśmy z ukrycia i niepostrzeżenie udaliśmy się na tyły domu. Delikatnie nacisnąłem klamkę tylnych drzwi, które od razu się otworzyły. Cicho weszliśmy do małego domu, który wyglądał nieco lepiej w wewnątrz. Rozdzieliliśmy się na różne strony - Matt wybrał kuchnię, Jason sypialnię i łazienkę, a mi został salon. Uśmiechnąłem się bezczelnie, widząc Stevena, który spał na sofie. Mały telewizor był włączony na jakimś programie informacyjnym, co było dla mnie zaskoczeniem. Myślałem, że pod nieobecność swojej dziewczyny Steven raczej ogląda pornole, nieważne.
- Obudź się, Steven - wyszeptałem mu do ucha, a on zerwał się na równe nogi. Jego źrenice były rozszerzone ze strachu.
- Co ty tu robisz? - warknął.
- Przyszedłem się przywitać - uśmiechnąłem się sztucznie. - Wiesz, ranienie mojej dziewczyny nie było dobrym pomysłem.
Nagle do pokoju weszli chłopacy, a na ich ustach pojawiły się psychiczne uśmieszki, gdy zobaczyli Stevena. Od razu do niego podeszli i przytrzymali go tak, że nie mógł się ruszyć.
- Postąpiłeś bardzo źle - mówiłem, głaszcząc dłonią brzeg kanapy. - A ja nie jestem litościwy.
- Nie boję się ciebie - zaśmiał się.
Szybko pokonałem dzielącą nas odległość, zamachnąłem się i uderzyłem go pięścią w twarz. Momentalnie z jego nosa pociekła szkarłatna krew. Jason zaśmiał się podle, gdy Steven zaczął się wyrywać, lecz nie miał szans na ucieczkę.
- Teraz odpowiesz na parę moich pytań - mruknąłem. - Co planuje Charms?

- Myślisz, że ci powiem? - zakpił. - Prędzej zginę niż ci powiem.
- Na pewno tak się stanie - oblizałem suche usta. - Zająłeś miejsce Jacka? A może te zlecenie miało dać ci przepustkę do przejęcia jego zadań?
- Jestem lepszy niż Jack.
- Wcale nie, obaj jesteście tacy sami. Zbyt pewni siebie i zbyt głupi, aby nas zniszczyć. Charms ma słabych ludzi, a jedyne czym może się pochwalić to spryt i uciekanie opanowane do perfekcji.
- A ty niby jaki jesteś, Styles? - był ewidentnie rozbawiony. - Nie wygrasz.
- Uwierz, że to ja będę numerem jeden - uśmiechnąłem się, po czym wymierzyłem mu cios w brzuch, a on syknął z bólu.
Chwilę później do pokoju przyszła Lexi, prowadząc za ramię dziewczynę Waylanda. Była roztrzęsiona, a w jej oczach błyszczały łzy rozpaczy. Dante oparł się o framugę drzwi, przyglądając się tyłkowi biednej dziewczyny. Co za drań.
- Zajebista chata - mój brat zagwizdał, udając uznanie. - A twoja laska jest seksowna. Jak masz na imię, Kwiatuszku?
Dziewczyna zatrzęsła się ze strachu, gdy Dante podszedł do niej i chwycił za brodę. Lexi uśmiechnęła się podle z uwagą przyglądając się tej sytuacji.
- Zostaw ją, bydlaku! - krzyknął Steven, a Matt od razu go uciszył, uderzając go po raz kolejny w szczękę.
- Proszę, nie - dziewczyna zaszlochała. - Nie róbcie mu krzywdy, mam na imię Jane.
- Masz okropnego chłopaka, Jane - powiedziałem, a ona spojrzała na mnie przestraszona. - Wiesz co zrobił? Bez skrupułów wbił nóż mojej dziewczynie w brzuch i pozbawił ją dziecka.
Jane słysząc moje słowa zakryła dłonią usta, a z jej oczu wypłynęły słone łzy. Czyżby nie wiedziała o tym? Wydawała się być taka delikatna, miła i pełna współczucia. Taka sama jak moja Dru.
- Powiedz, że to nieprawda - zwróciła się do swojego chłopaka, ale on jedynie spuścił głowę w dół. - Jak mogłeś?! Powiedziałeś, że już tego nie robisz, że rzuciłeś to!
- Cholerny z ciebie drań, Steven - westchnąłem teatralnie. - A teraz twoja dziewczyna za to zapłaci.
- Co?! - spojrzał na mnie z mordem w oczach. - Nawet nie waż się ją dotykać!
- Zobaczysz jak to jest, kiedy ktoś rani twoją ukochaną - szepnąłem mu na ucho.

Po raz kolejny podjął próbę wydostania się z uścisku Matta i Jasona, ale był zbyt słaby. Jane patrzyła na swojego chłopaka, płacząc jak mała dziewczynka. W jej oczach był potworny ból, zawód i coś czego nie potrafiłem rozszyfrować. Uniosłem pistolet do góry, położyłem palec na spuście i nacisnąłem. Kula wyleciała i trafiła dziewczynę prosto w czoło. Krew była wszędzie - na ścianach, meblach i na nas. Ciało Jane upadło z hukiem na podłogę, a Steven krzyczał jakby coś go rozrywało od środka.
- Jakie to uczucie? - warknąłem. - Jak się teraz czujesz?! - krzyknąłem.
Widziałem jak płakał, powtarzając jej imię jak modlitwę. Z nienawiścią w oczach, uniosłem ponownie pistolet do góry i zamordowałem go z zimną krwią.
- To jest dopiero początek.
                                                                       *
Dzisiejszego dnia mój humor był zadziwiająco bardzo dobry. Obudziłam się z uśmiechem na ustach i nie przejmowałam się dziwnym zachowaniem Harry'ego. To była jego praca, a ja nie chciałam się w nią mieszać. Nie chciałam też wiedzieć ile osób zabił, bo ten fakt na pewno by mną wstrząsnął. Nie potrafiłam zrozumieć jego postępowania, ale jeżeli kogoś kochasz, to akceptujesz wszystkie wady i złe nawyki tej osoby. Tak chyba powinno być.

Poruszając się w rytm piosenki "I Wanna Be Yours" szykowałam się na nowy dzień. W lustrze widziałam szczęśliwą dziewczynę, która zapomniała o wszystkich krzywdach jakie jej wyrządzono. Zapomniałam o moim nienarodzonym dziecku, którego nie chciałam, o złych ludziach i o drugiej części miasta gdzie działy się straszne rzeczy. Byłam taka sama jak przed poznaniem Harry'ego.
Śpiewając wraz z Alexem Turnerem zeszłam na dół. Zdziwiłam się, widząc Max'a, który przyrządzał śniadanie. Do moich nozdrzy dobiegł zapach parzonej kawy i bekonu. Już  nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam taką mieszankę.
- Cześć, śpiochu - Max posłał mi swój najpiękniejszy uśmiech. - Siadaj do stołu.
Posłusznie wykonałam jego polecenie, nalewając do zielonego kubka czarną kawę. Po chwili mój brat usiadł obok mnie, podając mi talerz z jajkami i bekonem.
- Pachnie świetnie - pochwaliłam go.
- A jeszcze lepiej smakuje - zapewnił mnie.  - Co będziemy dziś robić?
- Miałam iść odwiedzić dzieci.
- Mogę iść z tobą? - spytał, popijając sok.
- Jasne, będzie fajnie.
- A co u ciebie? - wow, to było miłe. Jednak wciąż go interesowałam.
- W sumie to nic takiego. No tyle, że mam w końcu chłopaka.
- Oby był ciebie godny - zaśmiał się. - Cieszę się twoim szczęściem.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się, a on skinął głową. - Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
Dokończyliśmy śniadanie, rozmawiając o błahostkach, zupełnie tak samo jak kiedyś. Tęskniłam za moim bratem i za jego niewyparzonym językiem. Nawet za tym, że chodził na imprezy i nigdy mnie nie słuchał, bo teraz rzadko kiedy ze mną rozmawiał. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu i kupiliśmy słodycze, aby umilić dzień dzieciom. Oboje lubiliśmy tam chodzić, a przebywanie z dziećmi było dla nas odskocznią od rzeczywistości.
Sierociniec w ogóle się nie zmienił. Wydawało mi się, że minęły wieki od kiedy byłam tu ostatni raz. Od razu przed moimi oczami pojawił się obraz Angel. Cholera, zawiodłam mojego małego aniołka, któremu obiecałam, że będę go strzec.
- Dru, kochanie, jak miło cię widzieć!
Marie wyściskała mnie za wszystkie czasy, po czym zaczęła męczyć mojego biednego brata, który był przerażony jej słowami:
- Ale z ciebie przystojniak, Max! Ile już masz lat? Masz może jakąś dziewczynę?
Zaśmiałam się, widząc jak bardzo jest zagubiony. Ostrożnie odpowiadał na wszystkie pytanie Marie, która była zachwycona naszą obecnością.
- Gdzie są dzieci? - spytałam.
- Większość jest w ogrodzie - poinformowała mnie. - Mogłabyś potem wpaść do mojego biura?
- Oczywiście - zmarszczyłam brwi, bowiem bardzo rzadko mnie o to prosiła, a jeżeli to robiła, to zawsze chodziło o jakąś poważną sprawę.
- Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko jeżeli porwę twojego brata.
Zaśmiałam się, gdy Max spojrzał na mnie błagalnie. O nie braciszku, dzisiaj trochę pocierpisz.
- Proszę go brać.
- Zabiję cię - powiedział bezgłośnie, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło. Wystawiłam w jego stronę język, a on wywrócił oczami. Brawo, Dru!

Z uśmiechem na ustach skierowałam się do ogrodu. Na niebie nie było ani jednej czarnej chmury, a ciepły wiatr i promienie słoneczne muskały delikatnie moją skórę. Pomachałam do dzieci, które uśmiechały się szeroko mnie widząc. Zaczęły biec w moją stronę, a po chwili byłam osaczona malutkimi szkrabami. Jak zwykle każdy siebie przekrzykiwał i nie mogłam ich zrozumieć, ale to było coś co w nich uwielbiałam. Byli tacy słodcy i pełni optymizmu mimo że nie mieli rodziny.
- Gdzie byłaś kiedy cię nie było? - Mała Nikki spytała, a jej wypowiedź była naprawdę urocza jak i zabawna.
- Miałam trochę swoich spraw - pogłaskałam ją po włoskach. - Ale teraz będę przychodzić częściej.
- Naprawdę? - pisnęła, a ja pokiwałam głową. - Super! Angel będzie cię cieszyła.
- A gdzie ona jest?
- Jest w altance z Panem Misiem i Mią.
- Dru, pobawisz się z nami? - Alison spytała, ciągnąć mnie za dłoń.
- Oczywiście, a w co? - nie mogłam jej odmówić.
- Pograjmy w piłkę! - Josh krzyknął, a wszyscy ochoczo się zgodzili.
Po chwili podzieliliśmy się na drużyny i  zaczęliśmy grać. Biegłam bardzo wolno, zważając na to, że czterolatki są dość powolne. Nie obyło się bez głośnego śmiechu, paru stłuczeń, płaczu i obrażania się. Z tymi dziećmi mogłam robić wszystko byle zobaczyć ich uśmiechy. Gdybym mogła zrobić cokolwiek, aby im pomóc na pewno bym to zrobiła. Chciałam je uszczęśliwić i jakoś pomóc, ale to nie było możliwe. Nigdy nie zastąpię im rodziców, nie dam domu, a jedyne co mogę im dać to miłość. Tylko to jestem w stanie im podarować i czuję się beznadzieje z tego powodu. Dzieci jeszcze bardziej się ucieszyły, kiedy w końcu dołączył do nas Max. Od razu się do nas przyłączył, a raczej zajął moje miejsce. Angel wraz z Mią kroczyły w naszą stronę. Mia uścisnęła mnie mocno, po czym pobiegła do reszty. Spojrzałam na mojego aniołka, a moje serce oblała fala gorąca. Dziewczynka uśmiechnęła się nieśmiało, przytulając mnie. Usiadłam na trawie, a ona na moich kolanach wciąż się do mnie przytulając. Tak dobrze było mi przy niej.
- Tęskniłam - powiedziała cicho.
- Ja też - pocałowałam ją delikatnie w główkę. - Co u ciebie słychać?
- Dużo rysowałam - powiedziała. - I spotkałam się z państwem Bean.
Zamarłam, słysząc ostatnią część jej wypowiedzi. Państwo Bean? Angel zostanie adoptowana? Wiedziałam, że to samolubne, ale nie chciałam tego. Byłam pewna, że na pewno już nigdy bym jej nie spotkała, a to byłby dla mnie zbyt duży cios.
- Jak często się z nimi widziałaś? - spytałam, ukrywając swoje emocje.
- Dwa, albo trzy - wzruszyła ramionami. - Ale więcej już nie przyjadą.
- Dlaczego?
- Powiedzieli mi, że przyjechali się tylko ze mną pobawić, a teraz muszą już wracać do domu. Mówili, że mieszkają bardzo daleko.
- To nic, Skarbie - nagle zrobiło mi się smutno. Ci ludzie zrobili jej niepotrzebną nadzieję. - Przykro mi.
- Byli mili - ponownie wzruszyła ramionami. - Ale mam ciebie, Pana misia i Max'a.
Uśmiechnęłam się czule, widząc jej szczęście. Tak bardzo chciałam spełnić jej marzenie. Bylibyśmy wspaniałą rodziną.
- Zapomniałam o Harrym! - klasnęła w dłonie, a ja zmarszczyłam brwi.
- Lubisz Harry'ego? - spytałam z nadzieją.
- Tak, jest fajny - zaczęła bawić się kosmykiem swoich włosków.
- Jest moim chłopakiem, wiesz?
- Naprawdę? - pisnęła. - Ale super! Będziecie mieli ślub i dzieci?
- Mam nadzieję - chciałam, aby tak było, ale nie byłam pewna czy to będzie możliwe.

- Co tam dziewczyny?
Obok nas pojawił się wesoły Max, a Angel od razu zarumieniła się i zachichotała cicho. Max nawet na małych dziewczynkach robi wrażenie.
- Angel, jak ty pięknie wyglądasz - zagwizdał z uznaniem. - Przytulisz mnie?
Dziewczynka szybko pokiwała główką, zeszła z moich kolan i przytuliła mojego brata, który również usiadł na zimnej trawie. Wyglądali razem przeuroczo i posiadanie ich obojga w domu byłoby czymś idealnym. Od razu pomyślałam o moim nienarodzonym dziecku. Może tak naprawdę ono nie było takie złe. Przecież to nie ono było winne, powinnam je kochać i chronić.
- Muszę na chwilę iść do pani Marie. Zajmij się nią - powiedziałam do brata, a on jedynie posłał mi uśmiech.
Wstałam z trawy i udałam się do ogromnego budynku. Niektóre dzieci biegały korytarzami, a te starsze przechadzały się bez celu bądź słuchały cicho muzyki. Wydawało mi się, że starsi wychowankowie sierocińca mnie nie lubili, co było przykre, ale starałam się tym nie przejmować.
Zapukałam do drzwi gabinetu Marie i słysząc ciche "proszę" weszłam do środka. Pomieszczenie utrzymane było w kolorze pomarańczy. Wszystko było schludnie ułożone i pachniało tam różami.
- Usiądź - powiedziała cicho, a ja od razu spełniłam jej prośbę. - Postanowiłam z tobą o tym porozmawiać, bo wiem jak bardzo jesteś przywiązana do Angel.
- Chodzi o te małżeństwo, które miało ją adoptować? - byłam coraz bardziej przerażona.
- Tak - westchnęła. - Zrezygnowali z adopcji, kiedy dowiedzieli się o chorobie małej.
Angel była śmiertelnie chora na raka. Nigdy o tym z nikim nie rozmawiałam, bo to sprawiało mi ból. Nie dopuszczałam nawet do siebie myśli, że moja malutka Angel może niedługo umrzeć. Ona była za mała, aby zejść z tego świata. Bóg nie mógł zabrać mi i jej, nie wytrzymałabym tego.
- Nie mam słów na takich ludzi - pokręciłam głową z grymasem na twarzy.
- Ale to nie wszystko - kobieta spojrzała na mnie ze współczuciem. - Pogorszyło się jej. Zostało jej mało czasu.
W moich oczach pojawiły się łzy, gdy usłyszałam słowa Marie. To nie mogła być prawda. Dlaczego ona? Dlaczego znowu muszę pożegnać ważne dla mnie osoby? Co takiego zrobiłam? Moje życie było niczym, stoczyłam się na samo dno.
- Ile? - spytałam drżącym głosem.
- Miesiąc, może trochę mniej.
- Dziękuję za informację - wstałam i skierowałam się do wyjścia. - Do widzenia.
Nie czekając na jej odpowiedź wyszłam z gabinetu. Mojego nogi były jak z waty, a serce waliło jak oszalałe. Mój mały aniołek umiera, zabierając ze sobą moje złamane serce.
                                                               *
Leżałam na malutki łóżku, przytulając ciało Angel. Chciała żebym ułożyła ją do snu i zaczekała aż zaśnie. Powiedziała mi, że często śnią jej się aniołki i ja. Nie wiedziała, że umiera. Była nieświadoma tego, że życie z niej usychało. Nie rozumiałam Boga i jego chorych pomysłów. Zabierał mi wszystko co najcenniejsze, pozostawiając z niczym. Nie wiedziałam ile jeszcze byłam w stanie wytrzymać. Moja psychika była zbyt słaba na to wszystko. Miałam dość i chciałam żeby to wszystko w końcu się skończyło.

Angel oddychała cicho, kurczowo trzymając swojego misia przy piersi. Delikatnie pocałowałam ją we włoski, wdychając jej cudowny zapach. Pachniała jak malutkie dziecko i serce mi się krajało, gdy myślałam, że już nigdy więcej nie poczuję tej słodkiej woni. Choroba zabijała ją zbyt szybko, doprowadzając do śmierci. Wszystko było tak strasznie popieprzone. To nie ona powinna umrzeć, to powinnam być ja. Więcej przeżyłam niż ona i miałam okazję zobaczyć tak dużo. A ona? Co ona mogła zobaczyć? Wypełniła swoją misję życiową, że Bóg postanowił ją zabrać? Byłam pewna, że nie, bo takie dziecko jak ona nie wiedziało zbyt dużo. Angel cieszyła się każdym dniem i tak pięknie rysowała. Tak ślicznie mówiła o ludziach, świecie, przyszłości i o mnie. Była moim światełkiem, które pokazywało mi odpowiednią drogę. Była moją nadzieją na lepsze jutro, bo ślepo wierzyłam, że może następnego dnia będę mogła ją zaadoptować. A teraz odchodziła na zawsze, zabierając to wszystko. I nie będzie już światełka, nadziei, pięknych rysunków i słów. Będzie tylko pustka, która ogarnie całe moje ciało jak i dusze. Pozbawi wszystkiego, ale na początku zabierze człowieczeństwo.
- Tak bardzo cię kocham, Angel - szepnęłam, wiedząc, że już śpi. - Nie możesz mnie zostawić. Walcz kochanie, walcz dla mnie, dla siebie, dla naszej przyszłości. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, jesteś moim światłem, rozumiesz? Proszę, Angel nie odchodź. Tak bardzo cię potrzebuję, Aniołku. Nie zostawiaj mnie.
Zaczęłam płakać jak małe dziecko. Ból rozrywał moje serce, tworząc potężną dziurę, której nie można było załatać. Łzy spływały strumieniami po moich zaczerwienionych policzkach, a potem do ust. Delikatnie podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Oparłam się o zamknięte drzwi, osunęłam się po nich i zaczęłam szlochać. Chciałam krzyczeć z bólu, ale wiedziałam, że to obudzi Angel jaki i inne dzieci. Ona odchodziła, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.
Proszę, zabijcie mnie. Nie chcę tu już być.


Cześć i czołem? Jak po Sylwestrze? Ja całą noc spędziłam pijąc piwo i pisząc rozdział. Doskonała zabawa, aha! Rozdział jest trochę skomplikowany i może niezbyt fajny, ale uważam, że powinien tu być. W końcu udało mi się choć trochę lepiej opisać pracę Harry'ego. A właśnie! Co uważacie o jego postępowaniu?
Komplikacje i jeszcze raz komplikacje! Mała Angel umiera, potworny cios dla Dru.  #Dramatime
Założyłam nowego tt, więc można tam do mnie pisać. Oraz ma Aska, gdzie także możecie do mnie pisać. Co Wy na to, abym wstawiała na Twitterze, albo asku kawałki następnych rozdziałów? Chcecie?
Jeśli komuś bardzo zależy, abym odwiedziła jego bloga, to niech w zakładce "Spam" poda link i dopisek #PILNE. Wtedy na pewno wejdę :))
Pozdrawiam! <3

36 komentarzy:

  1. Rozdział cudowny, wzbudzający tyle emocji, że WOW
    Nie zabijemy cię Dru! Jestem z tobą i masz moje wsparcie!
    Uwielbiam tą dziewczynę, jej charakter i... PO PROSTU JĄ!
    Cudowny jest sposób, w którym przedstawiasz tą historię i mam nadzieję, że nie zakończy się ona szybko :*

    PS. Nominowałam cię do Libster Award szczegóły tutaj http://violet-tale.blogspot.com/p/liebster.html

    OdpowiedzUsuń
  2. ROZDZIAŁ JEST POPROSTUU CUUDOWNY!!
    Szkoda mi Dru...
    Może i zabrzmi to głupi, ale podoba mi się "taki" Harry haha :D
    Rozdział świetny!!
    Pozdrawiam
    G xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział..ale strasznie szkoda mi Angel.Wiem,że to głupie co napiszę,ale proszę,nie uśmiercaj jej,niech wyzdrowieje ♥
    Pozdrawiam i weny życzę ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Angel nie może umrzeć ja płaczę z dużo informacji na raz :""( Ale rozdział genialny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile się dzieje! Harry to zabijajacy maniak :D I tak bardzo szkoda mi Angel i Dru, która tak bardzo to przeżywa T.T
    Już nie mogę się doczekac dlaszej akcji!
    Pozdrawiam i życzę weny♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział genialny ;) No i choroba Angel, to takie smutne ;( Czekam na następny rozdział :p

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny ;) Tylko szkoda mi bardzo Angel (Polubiłam to małą kruszynę ;D ) Ona nie może umrzeć ! Bo jak umrze to będę płakać ;'( xD I mi też strasznie się podoba "taki" Harry xD :)
    @Minkaaa6

    OdpowiedzUsuń
  8. Tam mała nie może umrzeć, nie proszę :((( napisałaś smutny rozdział. Jeszcze jak harry zabijał ta dziewczynę, najpierw niby okazuje uczucia a potem ją zabija, podle.
    Czekam na nn
    Liczę na twój komentarz u mnie http://coldness-funfiction.blogspot.co.uk/?m=1 nominowalam ciebie tez do liebster award :) wszystko na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  9. O BOŻE! *_* Fenomenalny rozdział. Świetnie opisałaś małą Angel (śliczne imię). Rozdział po prostu takie emocjonujący, że nie wiem co napisać. Masz ogromny talent, którego Ci zazdroszczę!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zaczyna się zdania od "a więc.." dlatego zaczęłam od "nie". Twórcze, prawda? Wszyscy marudzą o tym, że Harry okazał się totalną świnią, mordercą , bla bla bla... A przyznam szczerze, że uwielbiam Hazze takiego zabijakę. Jest bezkompromisowy, nieobliczalny i szekszowny! Uwielbiam go u cb! Nie sądziłam, że zabije Jane, ale ... a tu taka niespodzianka. Steven teraz pewnie wszystko wyśpiewa, albo będzie błagać o śmierć.
    Dru wraca do życia, tak! Ale oczywiście musiałaś nas zdołować małą Angel, tak? Naprawdę, miesiąc życia? To takie przykre, kiedy małe dzieci będące naszą nadzieją na przyszłość, odchodzą. Nawet jeśli mała Ang jest postacią fikcyjną.
    Cudny rozdział! Zazdroszczę Ci talentu!
    Więcej Harry`ego zabijaki! Ciekawe jak zareaguje Dru kiedy się dowie, że Harry zabił kolejną osobę..
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego Angel??Zdołowałas mnie ale nie mam do Cb pretensji przynajmniej jak ryczeć to wyryczeć się na całego a ten płacz na 100% dobrze mi zrobił.A co do Harry'ego tooo lekka z niego świnia dlaczego musiał się na tej dziewczynie wyżyć,czy ona cos mu zrobiła?!No ale nic to w końcu blog c'nie??

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się rozdział. Ten moment z Jane mnie wybił. Jak można być tak okrutnym człowiekiem i mówić takie rzeczy. Pozbawić dziewczyny nożem dziecka z brzucha. Jezus jak ja to siebie wyobraziłam. Porażka, wolę już o tym nie myśleć. Długi wyszedł ci ten rozdział, wiesz?
    Boże zabijanie chyba nie moze być pasją, co nie?

    ¦ http://ostatni-wdech.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. och... kocham takie długie rozdziały u ciebie ! :) sprawiają mi ogromną radość i już wydaje mi się że to koniec, a tum bum ! jeszcze dalej i dalej <33. AWww.. ♥
    Szczerze to myślałam, że pod koniec i tak Harry nie zabije tej kobiety... a jednak :( wydawała mi się taka biedna i bezbronna mógł jej nie zabijać ;C Eh.. ale za to tam ten na to zasłużył .! ale nigdy nie zrozumiem jak to jest w ich świcie, że zawsze kobity dostają i płacą za winy ich chłopaków, one wszystkie z pewnością nie zasłużyły ;C no ale cóż :D.
    Nawet nie wiesz jak sie ciesze, że Dru i Max znowu jak za dawnych czasów !! ♥
    A z tą Angel to w ogóle mnie dobiłaś :( ! już sobie poradziła ze wszystkim, już zaczęła się nawet uśmiechać i znowu taki ból ... z całą pewnością nie ma dziewczyna łatwego życia, a najgorsze jest to, że w żaden sposób sobie na to ni zasłużyła ! To nie fair .. ;(. Proszę nie uśmiercaj tej małej .. :((
    to do następnego ♥ mam nadzieję że szybko ♥ życzę ci duuużo weny :**

    OdpowiedzUsuń
  14. jak w realu nazywa sie Angel ? Rodzial swietny , wzruszylo mnie ten fragment z Angel

    OdpowiedzUsuń
  15. rozdział niesamowity. Miałam łzy w oczach czytając go. I uwielbiam Harrego kiedy jest taki opętany żądzą mordu xd
    Mam nadzieję że wena ci dopisuje i mogę spodziewać się następnego rozdziału już niedługo ♥
    /@pure_evil69

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział jest z niesamowity! Angel.... płakałam mały aniołek :( biedna Dru ale może adoptuje ją na ten miesiąc ? niech mała przeżyje fantastyczne chwile :) Kocham Cię do następnego :*/Add

    OdpowiedzUsuń
  17. zapraszam na bloga
    http://my-monster-and-i.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zostałaś nominowana do Liebster Awards! przez: http://i-just-want-feel-your-lips.blogspot.com

    Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Chodzi o rozpowszechnianie blogów. Po odebraniu nagrody należy podać link do bloga, który Cię nominował i odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz kilka osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

    A rozdział niesamowity. Jest mi strasznie smutno z powodu Angel. Mam nadzieję, że jej nie uśmiercisz. Czekam na dalsze losy!

    OdpowiedzUsuń
  20. ołłł! Harry jest zdolny do naprawdę wielu rzeczy, gdy chce się zemścić. Lubię takiego Harrego ! *___* Widać, jak bardzo zależy mu na Dru. Oni są idealni, niby są kompletnie inni, ale pasują do siebie jak nikt inny :>
    Fajnie, że Dru i Max są znowu bliżej ze sobą, muszą się teraz wspierać :)
    Jejj, nie miałam pojęcia, że Angel jest chora, i że umiera.. :C to takie przykre :<

    Uwielbiam to ♥

    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie dość, ze mam dzisiaj jakąś depresje to ty mnie tak dobilas tym rozdziałem, że płacze xoxo Ja spędziłam sylwestra podobnie pijąc wino i tłumacząc nowy rozdział, siostro ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. jejku,jaki śliczny rozdział! strasznie mi szkoda Angel :c śmierć małych dzieci jest kompletnie niesprawiedliwa,nie powinno im się odbierać szansy na życie,to okrucieństwo.ale trzeba się zgadzać z wolą Boga ;)
    natomiast Harry to jest interesującą postacią,z jednej strony troskliwy,a z drugiej bezuczuciowy drań.ale właśnie to czyni go takim pociągającym.
    w Sylwestra bawiłam się na imprezie która bardziej wyglądała jak wesele tylko bez par młodej :D ale mimo to było fajnie.
    czekam na kolejny rozdział,kochana ;) szczęśliwego nowego roku!

    OdpowiedzUsuń
  23. Biedne malenstwo. Fajnie by było gdybyDru i Hrry. mogli ją zaadaptować! czekam z.niecierpliwością na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ej ej ten rozdział był niewzruszający. Naprawdę nie chce by taka mała istotka Angel umarła. Wyobraziłam sobie jak ją adoptuję razem z Harry i stworzą uroczą rodzinką, od czas do czasu kogoś zabijając ;d
    Ahhh Harry jest taki wrrr , no nie ma słów którymi wyraże jak kocham tego gościa w twoim opowiadaniu. no brałabym go , nawet na pralce hahah ;d
    Świetny rozdział kocie, ale ty to wiesz <3
    Cóź, mój sylwester był świetny po telefonie do ciebie ;*

    <3

    OdpowiedzUsuń
  25. jejku, mega rozdział ;D czekam na kolejny xD

    OdpowiedzUsuń
  26. Zostałaś nominowana do Liebster Award ! Więcej tutaj: http://trap-harrystylesfanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Prawie się rozpłakałam gdy się dowiedziałam, że Angel umiera :c
    A co do rozdziału to MEGA. Z reszta jak każdy *.*

    OdpowiedzUsuń
  28. Zostałaś nominowana do Liebster Award ;) Więcej szczegółów na new-city-new-love.blogspot.com (Strona Liebster Award 2)
    Gratuluje ;)
    Sophie xx

    OdpowiedzUsuń
  29. To jest ciekawe.
    Nie wiem co mam myśleć o Harrym. Rozumiem go, ale jest zbyt przerażający.
    Mam małą prośbę. Niech Angel żyje. I niech Harry i Dru ją zaadoptują.
    @JustinePayne81

    OdpowiedzUsuń
  30. Poryczałam się to jest to jest takei smutne :'( Tak pięknie piszesz . Niecg ona przeżyje !!!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy